Święte osobistości i jasnowidzenie – kontynuacja

Rano zapytał mnie z przestrachem, co mi się w nocy wydarzyło, że byłem tak niespokojny. Ta smuga światła była sto milionów jaśniejsza od słońca, a jej blask zdołałby oświetlić cały wszechświat stworzony. Po pewnym czasie otwarłem oczy i spytałem znów Dominika: – Co to było, może to był promień Boskiej światłości? Savio odpowiedział: – Nie była to światłość nadprzyrodzona, choć w porównaniu ze światłem słonecznym jest o wiele jaśniejsza. Było to zwykłe światło naturalne, spotęgowane do tego stopnia mocą Bożą. Lecz chociażby morze blasku, podobnego do owej smugi widzianej tam w głębi, oblało cały świat, nie dałoby ci to jeszcze żadnego wyobrażenia o światłości niebieskiej.

A wy, czymże się cieszycie w niebie? – Niepodobna ci tego opowiedzieć. Czym są radości nieba, nie dowie się żaden człowiek śmiertelny, dopóki nie pożegna się z życiem i nie połączy się ze Stwórcą. W niebie cieszymy się Bogiem – to wszystko. Ochłonąwszy już zupełnie z pierwszego lęku, wpatrywałem się z zachwytem w piękność Dominika Savio i zapytałem go śmiało: – Powiedz mi, dlaczego masz szatę tak białą i lśniącą? Savio zamilkł, zdawało się, że nie da mi odpowiedzi. Za to chór podjął na nowo swą pieśń, której towarzyszyły wszystkie tysięczne instrumenty. Słowa pieśni brzmiały: Mieli oni biodra przepasane i wybielili szaty swoje we krwi Baranka.

A dlaczego — spytałem, gdy ucichła muzyka – masz na biodrach ten czerwony pas? Savio i teraz nie odpowiedział – dał poznać, że nie chce odpowiedzieć. A wtedy ks. Alasonatti zaśpiewał: sam «Bo dziewicami są i chodzą za Barankiem gdziekolwiek idzie.» Zrozumiałem wówczas, że ten pas czerwony koloru krwi był symbolem niezwykłych ofiar, niezmiernych wysiłków i prawie męczeństwa, poniesionego dla zachowania cnoty czystości. Aby zachować się czystym w oczach Bożych, trzeba być gotowym nawet życie oddać, gdyby okoliczności tego zażądały. Był on również, symbolem pokuty i umartwienia, które obmywają dusze z win. Białość zaś i promienność szat oznaczały nienaruszoną niewinność chrztu św.

Oczarowany śpiewem i widokiem tych zastępów niebiańskiej młodzieży, zgrupowanej za Dominikiem, spytałem go: – A któż są ci, których widzę dokoła ciebie i dlaczego taka jasność bije od was wszystkich? Savio wciąż milczał, za to młodzież odpowiedziała śpiewem: «Ci są jako aniołowie w niebiosach». Zwróciło moją uwagę, że Savio zdawał się mieć pierwszeństwo wśród tych rzesz, które przystanęły za nim o dziesięć kroków jak gdyby na znak szacunku. Spytałem go przeto: – Powiedz mi, Savio, dlaczego choć jesteś młodszy od wielu tutaj obecnych, od wielu, co poumierali w naszych zakładach, kroczysz na ich czele i wyprzedzasz ich. Dlaczego ty przemawiasz, a oni milczą?

– Jestem najstarszym z nich wszystkich. – Ależ nie – sprzeciwiłem się – wielu góruje nad tobą wiekiem. – Jestem najdawniejszym z Oratorium – odpowiedział Savio – ponieważ pierwszy opuściłem świat i przeszedłem do innego życia. A ponadto poselstwo od Boga sprawuję. Ta odpowiedź wyjaśniła mi przyczynę widzenia: Savio był wysłańcem Bożym. – Mówmy przeto o rzeczach, które w tej chwili najwięcej nas obchodzą. – Pytaj mnie więc prędko o rzeczy, których jeszcze pragnąłbyś się dowiedzieć. Godziny mijają i może skończyć się czas dany do rozmówienia się z tobą i nie ujrzysz mnie już. – Masz mi zapewne do powiedzenia coś bardzo ważnego.

– Cóż miałbym ci do powiedzenia ja, mizerne stworzenie

– odrzekł Savio z głęboką pokorą. – Z wysoka otrzymałem poselstwo do ciebie i dlatego tu przyszedłem – A więc – zawołałem – mów mi o przeszłości, o teraźniejszości, o przyszłości naszego Oratorium. Powiedz mi coś o moich drogich synach, mów mi o moim Zgromadzeniu. – Co do niego miałbym ci wiele do powiedzenia. – Odkryj więc przede mną, co tylko wiesz. Opowiedz mi o przeszłości. – Działałeś, przeszłość cała spoczywa na tobie. – Czasem po swojemu, co… – Co do przeszłości powiem ci, że Zgromadzenie twoje zdziałało już moc dobrego. Widzisz tam w głębi te nieogarnione masy młodzieży. – Widzę – odpowiedziałem – o, ilu ich jest i jacy są szczęśliwi.

– Patrz, co to za napis przed wejściem do ogrodu. – Widzę – Ogród Salezjański.

– Otóż – wyjaśnił mi Savio – wszyscy oni albo byli salezjanami, albo zostali wychowani pod twoją opieką, albo mieli z tobą łączność. Zostali zbawieni albo przez ciebie, albo przez twoich księży, kleryków lub innych, których ty skierowałeś na drogę powołania. Policz ich, jeśli potrafisz. Lecz byłoby ich więcej, gdybyś miał większą wiarę i ufność w Boga.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>