Sobowtóry

Fakt, że geny z homeoramki muszek owocowych, myszy i ludzi są tak do siebie podobne, tłumaczy pewne już dawno zaobserwowane zjawisko. Pod koniec XIX wieku Ernst Haekel zauważył, że wczesne zarodki wielu stworzeń są do siebie zdumiewająco podobne. Do tego stopnia, że kiedy zapomniał podpisać probówki z embrionami różnych gatunków, nie potrafił potem powiedzieć, który jest który. W swoich obszernych pismach spopularyzował jednym zdaniem wytłumaczenie tego zjawiska: „Ontogeneza rekapituluje filogenezę”, co znaczy, że rozwój odzwierciedla ewolucję. Współczesna biologia odrzuciła ten pogląd, ponieważ według Haekla na każdym etapie rozwoju zarodek dziecka ludzkiego przybiera kształt dorosłego osobnika z rozwoju ewolucyjnego. Haekel myślał, że dziecko najpierw staje się robakiem, potem rybą ze skrzelami, potem płazem z płetwiastymi kończynami i tak dalej. Jeżeli któryś z etapów nie przypominał żadnego znanego żywego zwierzęcia, Haekel sądził, że musi chodzić wówczas o jakiś wymarły gatunek.

Tak jak wszystkie dobre mity, idea ta zawiera ziarenko prawdy. Prawda jest taka, że rozwój w istocie odzwierciedla w pewien sposób naszą ewolucyjną przeszłość. Wszystkie kręgowce, gdy nabierają kształtu, zaczynają od bardzo podobnego zestawu genów homeotycznych. Ludzie na początku wyglądają jak zarodki ryb, mają nawet szpary, które u ryb przekształcają się w skrzela. Potem jednak idziemy inną drogą. Ze szpar, które u ryb stały się skrzelami, powstają nasze uszy i broda. Bierzemy geny dawnych ryb i dodajemy do nich własny refren. Zapożyczamy też tematy genetyczne od myszy (a nawet drożdży), dodajemy tu i tam trochę jazzu, kopiujemy motywy i zmieniamy tempo rozwoju, żeby uzyskać nowy kształt. Początek Piątej Symfonii Beethovena brzmi zupełnie inaczej niż jej koniec, ale nuty są te same i tematy także. Wyglądamy zupełnie inaczej niż żaba, ale wystartowaliśmy jako istoty bardzo do siebie podobne, a różnice między nami wynikają z improwizacji na temat genów, które wykorzystaliśmy w trakcie rozwoju.

Jeżeli uda się odkryć geny odpowiedzialne za odstające uszy, zgrabne noski, beznadziejne włosy czy delikatne palce, to okaże się, że prawdopodobnie wszystkie zachowują się na jedną modłę. Ich drobne zmiany będą leciutko improwizowały z tempem wzrostu tkanek, rytmem podwajania się komórek i prędkością ich poruszania się. Ta odrobina improwizacji jazzowych w trakcie rozwoju wywrze wpływ na całe pokolenia, przez co każda rodzina nabiera charakterystycznych cech, a kultury podobny wygląd.

A co z cechami osobowości, które też wydają się dziedziczone z pokolenia na pokolenie? Jak mają się do tego wzorca geny wpływające na zachowanie? Jak zauważyliśmy wcześniej, wszelkie cechy charakteru są prawdopodobnie wynikiem działania wielu genów, dlatego wyizolowanie ich może okazać się bardzo trudne albo wręcz niemożliwe w niedalekiej przyszłości. Ale jeżeli uda się je wyizolować, prawdopodobnie okaże się, że idą za przykładem genów kształtujących ciało. Geny odpowiedzialne za cechy charakteru mogą tworzyć niedużą wypukłość w którejś części mózgu, tak jak geny kształtujące bulwiasty nos tworzą zgrubienie. Być może uaktywniają one silniej jeden typ komórek nerwowych lub sprawiają, że dana populacja komórek nerwowych rośnie bardziej agresywnie. Determinując zachowanie, geny wydają się zadawać pytania, na które odpowiedzi znajdują się w rosnącym mózgu.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>