POJĘCIE ISTNIENIA

Postulat ten dlatego jest tak trudny do rozszyfrowania, że zawiera się w nim niewiadoma. Nie wiemy bowiem, co to znaczy „istnieć rzeczywiście”. Zastanówmy się nad tą sprawą. Mówimy: istnieją rzeczy. Są. Można je dotknąć, wziąć do ręki. zobaczyć, Mówimy: istnieją ludzie. Spotykamy się z nimi, rozmawiamy, widzimy ich. Mówimy o sobie: my istniejemy. Wiemy o tym nawet nie patrząc w lustro? Skąd o tym wiemy? Skąd wiemy, że istnieją rzeczy? Skąd wiemy, że istnieją inni ludzie? Na ogół nie zadajemy sobie takich pytań. Wiemy i już. To nam wystarcza. To nie zadowala, to nie może zadowolić filozofa. On jest właśnie po to, by zadawać pytania nawet truizmom. Nawet myślom najbardziej oczywistym. By kwestionować wszystko. Inaczej nie zrozumie nic.

Zacznijmy od początku. Czy kiedy mówimy: istnieją rzeczy, istnieją ludzie, ja istnieję – słowo „istnieć” ma zawsze ten sam sens? Można powiedzieć: tak. Zawsze ten sam. Istnieć to zajmować określony wycinek czasoprzestrzeni, znajdować się w tym dniu, tego miesiąca, tego roku, w tym a tym punkcie bardzo dokładnej mapy plastycznej, Sartre znal takie odpowiedzi, lecz nie dały mu one spokoju, Dlaczego – myślał – mam być zrównany z rzeczą. Jeśli istnieję w sensie wyżej określonym, istnieję jak stół, jak każdy przedmiot. A przecież nie jestem przedmiotem. Żyję, czuję, myślę, cierpię, całe życie ścigam moje chimery, coś zamierzam i usiłuję to zrealizować, już łudzę się, że osiągnąłem czego chciałem, gdy nagle stwierdzam porażkę. Dźwigam się z niej. Na nowo marzę, działam, doznaję niepowodzeń, odnoszę zwycięstwa, I tylko jedno jest w tym dziwne: żadne zwycięstwo nie daje mi ukojenia. Żadne nie jest ostateczne i absolutne. Nigdy nie udało mi się urzeczywistnić dokładnie tego, co chciałem, dokładnie tak, jak chciałem. Nigdy nie doznałem uczucia, że mam już wszystko, że niczego więcej nie pragnę, że jestem zaspokojony. A stół? Czy on też przeżywa to wszystko? Nie mam żadnych podstaw, by tak mniemać, Więc jakim prawem zrównują mnie z nim? Owszem, jestem do niego podobny, ale tylko gdy jestem przeszłością. Czyli wtedy, gdy mnie nie ma. Bo wtedy nie mogę już niczego zmienić. Gdy umieram, życie moje wyzwala się spod mego panowania. Staje się czymś zamkniętym, ostatecznym, uprzedmiotowionym. Ale dopiero gdy umarłem, przedtem nie. Póki jestem, mogę zrobić wszystko, a każdy mój krok zmieni cały sens dotychczasowych. Może go zmienić. I nikt nie może tego przewidzieć. Moje możliwości są co prawda ograniczone, ale tylko o tyle, o ile ja na te ograniczenia przystanę. A zawsze mogę się nie zgodzić. Mogę zaprzeczyć nawet miażdżącej sile. Mogę nie ulec najstraszliwszej torturze. To zależy ode mnie. Jestem wolny.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>