MAX SCHEŁER – ISTOTA OSOBY MORALNEJ

Spróbujmy przede wszystkim, nie zakładając poprzednio sformułowanej fenomenologicznej nauki o duchu, uobecnić sobie, co zawiera się w intencji znaczeniowej słowa „osoba”. Uwagę naszą zwracają przede wszystkim dwa momenty:

Słowo „osoba” bynajmniej nie może być zastosowane wszędzie tam, gdzie przyjmujemy istnienie życia psychicznego ja, czy nawet świadomość istnienia i wartości własnego ja. Życie psychiczne np. przysługuje także i zwierzętom, stanowią one także pewnego rodzaju „ja”. Jednak nie są osobami. Oczywiście zdarzało się, że np. wytaczano proces zwierzętom i że zgodnie z procedurą skazywano je na śmierć. Przy dokładniejszym rozważaniu znajdujemy jednakże, że zdarzało się to tylko przy założeniu, że zwierzę jest albo zaczarowaną osobą ludzką, albo, że poprzez zwierzę wyrażają się pozaludzkie jednostki o charakterze osobowym, np. „złe duchy”, że zatem zwierzęta są „opętane” przez osoby. Ale także i „człowiek” qua człowiek nigdy nie wyznaczał zakresu istot uznawanych za osoby. Pojęcie osoby stosuje się do określonego stopnia ludzkiej egzystencji. Możemy także, gdy stała się już dla nas jasna istota fenomenologiczna osoby, rozszerzać to pojęcie i zalążków „bycia osoby” szukać już na nierozwi- niętych szczeblach ludzkiego bytu (np. u dzieci, osób nienormalnych itd.). Mimo to miejscem, gdzie istota osoby przebłyska po raz pierwszy, jest tylko pewien rodzaj człowieka, a nie człowiek w ogóle, rodzaj, którego pozytywne granice historyczne zmieniają się znacznie.

Pełnia władz umysłowych w przeciwieństwie do obłędu jest pierwszym warunkiem. Ujmuję to w sensie fenomenologicznym, a nie w sensie nadanym przez nauki pozytywne. Zjawiskowo pełnia władz umysłowych dana jest jednak tam, gdzie chcemy po prostu „z r o z umieć” przejawy życia człowieka w odróżnieniu od tego, gdy usiłujemy je „przyczynowo” w y- j a ś n i ć. „Rozumiejąc” nie uobecniamy sobie nigdy związków rzeczowych, tego, że w innym człowieku przebiegają procesy psychiczne, które mają swe przyczyny i których „skutkami” są przejawy życia. Istotnym dla „rozumienia” jest raczej, że w naoczności, w której zawarte jest duchowe centrum kogoś innego, przeżywamy po prostu jego akty (mowę, manifestacje, działania) w stosunku do nas i świata jako intencjonalnie ku czemuś skierowane i odtwarzamy je, „współ-sądzi- my” wraz z jego sądami, „współ-czujemy” z jego uczuciami, „współ-ehcemy” z jego aktami woli, podkładając pod to wszystko jedność jakiegoś „sensu”. To odtworzenie sądów, uczuć, przeżyć nie oznacza jednak „współ-określania” czy nawet orzekania tego samego sądu, „odczuwania tych samych lub podobnych uczuć”. To tylko odtwarzanie „sensu”, który jest ten sam w dowolnej większości aktów, przy dowolnym rozdziale ich przebiegów w czasie, aktów skierowanych na zmienną tożsamość. Ta zgodność co do sensu z cudzymi aktami — niezależnie od tego, czy to, co sensowne, jest prawdziwe czy fałszywe, dobre czy złe, a co należy do zupełnie innej sfery niż sfera „sensu” – jest stale trwającym we wszelkim rozumieniu intuicyjnym zapleczem poszczególnych aktów rozumienia, jest także „zapleczem” „nieporozumień”. Tylko tam, gdzie pojawiają się takie zahamowania intencji rozumienia, których nie można wyeliminować przez założenie, iż ma miejsce „nieporozumienie”, nastawienie nasze zmienia się w sposób charakterystyczny. Wyobraźmy sobie, że’ ktoś opowiedział nieco dziwną, ekstrawagancką historię, która wydaje się nam „trudno zrozumiałą”. Jesteśmy „nastawieni na rozumienie”. Nagle ktoś szepcze nam do ucha: „ten człowiek jest szalony”. Nastawienie nasze natychmiast charakterystycznie się zmienia. Na miejsce danego poprzednio w odtwarzanym przez nas przeżyciu aktów duchowego centrum pojawia się puste miejsce: w naoczności dane jest tylko centrum życiowe i cielesne oraz „ja”. W przejawach życiowych nie widzimy już sensownych intencji, lecz ruchy ekspresyjne i inne, za którymi szukamy ich przyczyny – procesów psychicznych. Na miejsce „więzi sensu” tych przejawów pojawia się „więź” przyczynowa, resp. więź bodźców świata zewnętrznego wyzwalających te manifestacje. „Przedmioty”, na które w rozumieniu „wspól-patrzyliśmy”, stają się „podnietami”, intencje „przebiegami”, „związek sensu” – związkiem przyczynowym: osobowe centrum aktu – przedmiotową jednością cielesną: „ja”: „rozumieć” przekształca się w „wyjaśniać”, „osoba” – w część przyrody. Gdy ktoś, do kogo jestem nastawiony w sposób rozumiejący, powie do mnie: „dziś jest ładna pogoda”, nie wygłaszam wówczas sądu „pan X mówi, że jest ładna pogoda” lub „X przeżywa proces sądzenia odnoszący się do stanu rzeczy nazywanego ładną pogodą”, lecz jego stwierdzenie staje się tylko powodem, by moja intencja skierowała się na to, że jest ładna pogoda (jako stan rzeczowy), a ja ewentualnie koryguję tylko jego stwierdzenie dotyczące rzeczywistości tego stanu rzeczy. Zupełnie inaczej, gdy coś nie jest mi dane jako odniesione do „pełni władz umysłowych”. Tutaj orzekam pierwotnie: „X mówi, że jest ładna pogoda”, „X sądzi, że jest ładna pogoda”, „teraz mówi to, a teraz tamto”. Proces zachodzący w nim ujmuję w związek przyczynowy z innymi procesami psychicznymi i otaczającym światem. W obu wypadkach jest całkowicie obojętne, czy wypowiedziane zdanie jest prawdziwe czy fałszywe. Człowiek może „błądzić” dowoli, nie tracąc przez to wcale swej „pełni władz umysłowych”. Gdyby obłąkany odnajdował nawet najoryginalniejsze prawdy, zawsze pozostanie obłąkanym.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>