EGZYSTENCJALIZM CZ. III

– 9. W tym punkcie powstaje jedno pytanie. Czy wobec tego można jeszcze mówić o człowieku? Czy tak pojmowany człowiek nie rozsypuje się po prostu na ciąg arbitralnie podejmowanych decyzji, między którymi żaden związek nie daje się wykryć? W czym człowiek – wolność egzystencjalizmu lepszy jest od bergsonowskiego człowieka – strumienia wrażeń albo, biorąc odleglejsze, lecz bardziej trafne porównanie, od człowieka hume’ow- skiego będącego prostą sumą następujących po sobie w czasie momentów, których nic wspólnego nie łączy poza ich faktycznie zaistniałym następstwem?

Pytanie nasze dotyczy sprawy kardynalnej, tego mianowicie, czy na gruncie egzystencjalizmu można zbudować teorię osobowości, jako pewnej całości syntetycznej nie rozkładalnej bez reszty na elementy proste. Sartre przewidział to pytanie. Odpowiedzią na nie jest tzw. psychoanaliza egzystencjalna, którą przedstawimy tu w największym skrócie. Jak wiemy, każdy człowiek dąży do stania się Bogiem: jednością bytu w sobie i bytu dla siebie. Na tym polega podstawowy projekt człowieka stwierdzony dzięki fenomenologii ontologicznej. Ale u każdego empirycznego indywiduum ten podstawowy projekt występuje w innej postaci, niepoznawalnej a priori. Inaczej mówiąc, każda jednostka dąży do doskonałego urzeczywistnienia swego systemu wartości – każdemu właściwe jest to dążenie oraz fakt posiadania jakiegoś systemu wartości. Natomiast system ten u każdego osobnika jest inny. Wykryć go można przez dociekanie znaczenia konkretnych czynów, w których się on wyraża, a które są nieprzewidywalnymi reakcjami na określone sytuacje, w jakich się człowiek zawsze znajduje. Psychoanaliza egzystencjalna zajmuje się właśnie tym, jak wykryć znaczenie poszczególnych czynów, a przeto charakter systemu wartości, który stanowi o tym, że człowiek jest osobowością konkretną.

– 10. Pozostaje ostatnia sprawa poruszona w niby- -monologu Sartre’a: kwestia stosunków międzyludzkich. Wedle Sartre’a są one antagonistyczne i zasadzają się na dążności każdego osobnika do uprzedmiotowienia pozostałych, to znaczy do stworzenia sobie pewnego ich obrazu, niezależnego od nich samych i żyjącego niejako własnym życiem. Mamy tu więc ponownie do czynienia z zagadnieniem alienacji. Każdy człowiek istnieje na dwa sposoby: jako byt dla siebie i jako byt dla innego. Jako byt dla siebie jest on wolny, jako byt dla innego jest uzależniony, jest on więc zarazem podmiotem i przedmiotem. Ale dążąc do stania się Bogiem, każdy usiłuje być wyłącznie podmiotem, a przeto uprzedmiotowić wszystkich pozostałych. Każdy stosunek dwóch osób jest więc walką pomiędzy nimi.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>