Dziwna to wolność

Ostatecznie rozkłada się ona na dwa takty: w toku pierwszego jest negatywna i jest autonomią, ale sprowadza się do tego, że wzbraniamy się udzielić naszej zgody na błąd lub nieklarowne myśli: w toku drugiego zmienia znaczenie, jest pozytywną akceptacją, ale wtedy wola traci swą autonomię i wielka jasność, która tkwi w rozumie, przenika i determinuje tę wolę. Czy tego właśnie chciał Kartezjusz, czy teoria, którą zbudował, odpowiada rzeczywiście owemu pierwotnemu poczuciu wolnej woli, jakiego doznał ten niezależny i dumny człowiek? Nie sądzę. Przede wszystkim ten indywidualista, w którego filozofii własne ja odgrywa tak wielką rolę, zarówno wtedy, gdy kreśli historię swych myśli w Rozprawie o metodzie, jak i wtedy, gdy napotyka na samego siebie jako fakt niezbity, na drodze swego zwątpienia – wymyślił wolność odcieleśniającą i odindywidualizowującą. Podmiot myślący, jeśli mu wierzyć, jest przede wszystkim niczym, jest tylko czystą negacją, ową nicością, owym nikłym drżeniem powietrza, które potrafi wymknąć się zakusom wątpienia, a które nie jest niczym innym, jak wątpieniem samym: wychodzi on z owej nicości po to tylko, by stać się czystym wznoszeniem się bytu. Nie ma wielkiej różnicy między uczonym kartezjańskim, który jest po prostu wizją prawd wiecznych, a filozofem platońskim umarłym dla ciała, umarłym dla życia, który jest jedynie kontemplacją Form i który koniec końców utożsamia się z wiedzą samą, Ale człowiek w Kartezjuszu miał inne ambicje: pojmował swe życie jako przedsięwzięcie, chciał, by wiedza była tworzona i to tworzona przez niego: a tymczasem jego wolność nie pozwalała mu tego „robić”. Pragnął, by człowiek pielęgnował w sobie namiętności pod warunkiem, że będzie z nich czynił dobry użytek: dostrzegał niejako ową paradoksalną prawdę, że nie istnieją wolne namiętności. Nade wszystko przekładał prawdziwą szlachetność, którą określał takimi oto słowy: „Otóż sądzę, że prawdziwa szlachetność, która sprawia, że człowiek ceni się tak wysoko, jak do tego jest uprawniony, polega na tym jedynie, że z jednej strony jest świadom, iż nic do niego nie należy rzeczywiście oprócz swobodnego rozporządzania swoją wolą, oraz, że pochwała lub nagana powinna go spotkać wyłącznie za dobre lub złe jej używanie, to znaczy, że nigdy nie zabraknie mu chęci do przedsięwzięcia i spełnienia wszystkiego, co uzna za najlepsze. To właśnie oznacza iść doskonałą drogą cnoty” \ Otóż owa wynaleziona przezeń wolność, która może tylko powstrzymywać pragnienia do chwili, gdy jasny obraz Dobra zdeterminuje postanowienia woli, nie zdolna jest usprawiedliwić tego uczucia dumy, że oto jest się prawdziwym autorem swoich czynów i nieustannym twórcą swobodnych poczynań: nie może też ona dostarczyć mu środków dla wynalezienia schematów działań, zgodnie z ogólnymi regułami metody. Albowiem Kartezjusz, dogmatyczny uczony i dobry chrześcijanin, daje się zmiażdżyć przez przedustanowiony porządek prawd wiecznych i przez wieczny system wartości stworzonych przez Boga. Człowiek jest wolny tylko nominalnie, jeśli nie odkrywa swego Dobra, jeśli nie buduje Wiedzy. Wolność kartezjańska spotyka się tu z wolnością chrześcijańską, która jest wolnością fałszywą: człowiek kartezjański i człowiek chrześcijański są wolni dla Zła, nie dla Dobra, dla Błędu – nie dla Prawdy. Posługując się światłością przyrodzoną i nadprzyrodzoną, której im udziela, Bóg prowadzi ich za rękę ku Wiedzy 1 René Descartes: Namiętności duszy, cyt. wyd., s. 134. i Cnocie, jaką dla nich wybrał: pozostaje im jedynie dać się powodować: cała zasługa tego wznoszenia się przypada Jemu. Ale wymykają mu się oni w tej mierze, w jakiej są nicością: mogą w drodze puścić jego rękę i pogrążyć się w świecie grzechu i niebytu. I na odwrót, mogą oni oczywiście uniknąć Zła intelektualnego i moralnego: wystrzegać się, mieć się na baczności, zawieszać sądy, stawiać tamę swym pragnieniom, powstrzymywać w porę czyny. A więc wymaga się od nich tego jedynie, by nie krzyżowali zamiarów Boga. Ale ostatecznie Błąd i Zlo są niebytem: na tym polu człowiek nie ma nawet wolności wytworzenia czegokolwiek. Jeśli obstawać będzie przy swoim grzechu lub przesądach, to, co stworzy, będzie niczym: jego upór nie zakłóci nawet porządku powszechnego. „Nie zawsze też, powiada Claudel, ma się pewność, co jest najgorsze”. W doktrynie, która utożsamia byt z postrzeganiem, jedyną dziedziną inicjatywy ludzkiej jest ten teren „niczyj”, o którym mówi Platon, teren, który „postrzega się jedynie we śnie” – granica bytu i niebytu.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>