Category Filozofia i Socjologia

MORITZ SCHLICK – PRZEWRÓT W FILOZOFII CZ. II

Ten osobliwy los filozofii tylekroć już opisywano i opłakiwano, że jest rzeczą trywialną mówić o nim i najlepszą postawą w tej sytuacji wydaje się sceptyczne milczenie i rezygnacja. Doświadczenie przeszło dwu tysięcy lat zdaje się uczyć, że nie można już traktować poważnie żadnej próby zlikwidowania chaosu systemów filozoficznych i zmiany losów filozofii Dla znawcy sprawy nie jest pociechą, że człowiekowi udało się w końcu rozwiązać najtrudniejsze problemy, jak np. problem Dedala, lęka się on bowiem właśnie, że filozofia nie dotrze nigdy do rzetelnego „problemu”.

czytaj więcej

MAX SCHEŁER – ISTOTA OSOBY MORALNEJ CZ. II

Z tego, co powiedziane, wynika: 1. każda obiektywizacja psychologiczna równoznaczna jest z depersonalizacją, 2. Osoba jest dana w każdym wypadku jako podmiot przebiegu (Vollzieher) aktów intencjonalnych, połączonych przez jedność jakiegoś sensu. Byt psychiczny nie ma więc nic wspólnego z bytem osoby.

czytaj więcej

Jaka jest natura czasu?

Wniosek ten wyjaśnimy rozważając parą przykładów. Nasze pytanie o wagą Homera posiada oczywiście znaczenie, ponieważ bez trudu możemy opisać metody ważenia ciał ludzkich (nawet poetów), innymi słowy, pojęcie wagi może być dokładnie określone. Prawdopodobnie Homer nigdy nie był ważony i uczynienie tego teraz jest empirycznie niemożliwe, gdyż nie ma już jego ciała, lecz te przypadkowe fakty nie zmieniają sensu pytania.

czytaj więcej

H. BUCZYŃSKA – MARKSIZM WSPÓŁCZESNY 1 HORYZONTY FILOZOFII

Cirtębokie i różnorodne procesy rozwojowe zachodzą we współczesnej filozofii marksistowskiej. Próba ich analizy napotyka tego samego typu trudności co wszelka historyczna analiza teraźniejszości. Procesy są dalekie od zakończenia, w każdym swym stadium rozwojowym bogate są w różnorodne możliwości, których samo istnienie ujawnić się daje często tylko retrospektywnie, wówczas gdy dokonany .został już wybór. Dochodzi do tego jeszcze pewna trudność specyficzna. Każda próba diagnozy owych przemian w filozofii marksistowskiej dokonywana przez marksistę jest zarazem, w większym lub mniejszym stopniu, współuczestnictwem w samym badanym zjawisku, współtworzeniem niejako zakresu stawianego pytania. Podejmując próbę takiej diagnozy kieruje on pytania pod własnym swym adresem. A jednocześnie próby analizy tych procesów na bieżąco, stwierdzenia ich intensywności i wielokierunkowości byłyby niezmiernie ważne nie tylko dla samoświadomości socjologiczno-fiło- zoficznej marksistów. Procesy rozwojowe filozofii marksistowskiej wyznaczają bowiem w istotny sposób horyzonty i perspektywy filozofii współczesnej jako pewnej swoistej, historycznie ukształtowanej całości, której marksistowska filozofia jest częścią składową.

czytaj więcej

Ciała powiernicze

Ciała powiernicze mają ze swej strony pewne obowiązki nadzorowania i prerogatywy w stosunku do organizacji kierowniczych, które kontrolują. To, co dają one takim organizacjom – można określić jako „legitymacja prawna” i pewnego rodzaju poparcie. […] Rola ciał kierowniczych w tym kontekście polega nie tyle na tym, by mówić egzekutywom, co mają robić – to znaczy nie na sprawowaniu „pionowego zwierzchnictwa” nad nimi — ile na tym, by zakreślić szerokie limity tego, co egzekutywy mogą czynić, i by zapewnić względnie szerokie poparcie społeczne dla takiej działalności. To zadanie jest główną przyczyną, dla której takie ciała tylko w części składają się z „zawodowców” danej dziedziny.

czytaj więcej

Przeciwko Marksowi

W obronie tych właśnie „głównych zasad” nauki Marksa Plechanow angażuje się z właściwą mu pasją w wielkiej polemice, jaka rozgorzała na przełomie XIX i XX wieku w międzynarodowym ruchu robotniczym, w polemice z rewizjonistami marksizmu – Edwardem Bernsteinem, K. Schmidtem i innymi. Z tego okresu pochodzi szereg artykułów, jak np.: „Bernstein a materializm”, „Cant1 przeciwko Kantowi”, „Karol Schmidt przeciwko Karolowi Marksowi i Fryderykowi Engelsowi” itp. Plecha- now jako jeden z pierwszych wypowiedział wojnę rewizjonizmowi, broniąc materializmu filozoficznego i dialektyki, którą Bernstein ostro krytykował, uważając ją za spekulatywny element w marksizmie. Plechanow dowodzi, że materializm historyczny – podstawa naukowej socjologii – nie ma racji bytu, jeśli rozpatrywać go w oderwaniu od materializmu dialektycznego. Krytykując Bernsteina i Schmidta, stwierdzających, iż różnice pomiędzy materializmem a idealizmem są jedynie natury formalnej, Plechanow dowodzi zasadniczej, światopoglądowej przeciwstawności tych dwóch kierunków filozoficznych. Odpowiadając Bernsteinowi, który wzywał „ducha filozofa królewieckiego” Kanta do walki z „umownością przestarzałych poglądów dążących do zakorzenienia się w socjaldemokracji, stanowiących dla niej wielkie niebezpieczeństwo”, Plechanow protestuje przeciwko „karmieniu klasy robotniczej filozoficzną eklektyczną zupką żebraczą”, dowodząc, że usiłowania połączenia kantyzmu z materializmem dialektycznym mogą dać w rezultacie jedynie taką właśnie „żebraczą zupkę”, zaś w próbach zastąpienia materializmu 1 „Kant wider Cant” – słowa użyte w pracy Bernsteina Materializm historyczny jako motto ostatniego rozdziału. „Cant” – jak objaśnia Bernstein – angielskie słowo, które weszło w użytek w XVI w. dla oznaczenia monotonnych pieśni purytanów. W szerszym sensie oznacza ono sposób wyrażania się bądź to nieprawidłowy, bądź bezsensowny lub umyślnie niesłusznie używany. Bernstein utożsamiał z cantem marksowski system filozoficzny, w ten sposób stwierdzając, że nie zawiera on rzekomo nic ponad bezmyślnie przeżuwane i w sposób monotonny powtarzane formułki. Plechanow krytykując Bernsteina odwraca użyte przez niego motto – stąd tytuł artykułu: „Cant przeciwko Kantowi”. dialektycznego przez związany ideologicznie z bur- żuazją kantyzm upatrywał groźbę oddania proletariatu pod wpływ światopoglądu burżuazji.

czytaj więcej

Cudowna podróż

Na poziomie mikroskopowym komórki mózgu dokonują wielkich przemieszczeń i zmian pozycji. Wzrost mózgu nie polega tylko na tym, że komórki się mnożą, ale także na tym, że zmieniają pozycję. Już w pierwszym trymestrze ciąży komórki nerwowe podróżują ze środka mózgu do jego zewnętrznych granic, z jednego krańca na drugi. Zakłócenie migracji komórek do nowych regionów podczas rozwoju prenatalnego może mieć zgubne skutki.

czytaj więcej

GEORGE SANTA VASA – HEREZJA FILOZOFICZNA CZ. III

A przecież te powszechnie znane rzeczy stanowią część tej ludzkiej ortodoksji, do której same te systemy muszą się odwoływać szukając racji. Wielkim nieszczęściem ortodoksji ludzkiej jest naturalna apatia rozumu. Piękno prawdy nie jest dość wielkie, aby mogło ze względu na siebie samo przyciągać oko. Prawda często jest brzydka lub straszna, a już prawie zawsze mniej prosta i bezwarunkowa, niż to odpowiada naszemu upodobaniu do elokwencji. Dyskurs instynktownie uchyla się od prawdy, aby na jej miejsce podsunąć coś bardziej poręcznego, rytmicznego, pochlebnego, Ale wytwory wyobraźni posuwają się niekiedy zbyt daleko, nagromadzone iluzje nagle walą się: wtenczas po raz pierwszy przecieramy oczy, zauważamy i wypowiadamy dokładnie to, co widzimy i myślimy. Zazwyczaj w takich tylko okresach ma miejsce znaczny postęp w artykulacji ortodoksji ludzkiej. Zasady ortodoksji nie są w rezultacie tego stanu rzeczy ustalone we właściwym porządku, zgodnym z nią samą i jej przedmiotem. Nie ukształtowały one ani logicznej hierarchii, ani naturalnej historii świata, ponieważ nie zostały osiągnięte za pomocą skrupulatnego i wytrwałego podania prawdy, ale w sposób raczej dorywczy, wtedy właśnie, kiedy jakiś skandaliczny błąd wyczerpał już cierpliwość ludzi i wzbudził w nich elokwencję i jasność, jakiej nigdy dotąd nie znali. Ortodoksja ludzka tkwi jeszcze w swych czasach Apostolskich, nie miała jeszcze swoich Ojców i Soborów. Jak wczesne chrześcijaństwo, posiada dość instynktu i tradycji, by wyłączać kolejno powstające herezje, lecz brak jej ustalonej i adekwatnej doktryny, która pozwalałaby jej nie tyle na oskarżanie herezji, co na uczynienie jej zbędną, dzięki wcześniejszemu rozwiązaniu niejasnych problemów, które ją wywołują. Nawet wtedy, kiedy ortodoksja ludzka osiąga pewną konsystencję, tak że na przykład można już zestawić Encyklopedię Brytyjską, wcześniejsze i marginalne idee nie zanikają. Jednostka uprawiająca refleksje ma zawsze pod ręką wiele wypływających z doświadczenia pomysłów, których ortodoksja ludzka ani nie zasymilowała, ani nie wykorzeniła. Jednostka może też, jeśli umysł jej posiada ku temu skłonności, wybrać – zamiast ortodoksji jako całości – coś z tych nie wykorzystanych lub nie nadających się do wykorzystania przez ortodoksję pojęć, albo próbować powiązać je z ortodoksją ludzką, poddaną takim modyfikacjom i zabiegom, aby można ją było z nimi uzgodnić.

czytaj więcej

JEDNOSTKA I WSPÓLNOTA MORALNA CZ. II

Osobowość wyrażała się dla Schelera jedynie w aktach skierowanych na określone wartości, np. akcie emocjonalnym przyjaźni, współczucia itd. Scheler podkreślał przy tym, że osobowość nie sprowadza się po prostu do zbioru czy zespołu aktów działania: w takiej koncepcji zatraciłoby się bowiem to, co swoiste, niepowtarzalne w danej jednostce: zespół aktów łatwo przedstawić jako zestaw powtarzających się elementów. Toteż Scheler twierdził, że osoba istnieje już przed aktem, przenika każdy z nich na swój własny sposób, przeżywa wartości w sposób tak swoisty, że żadna wiedza nie potrafi tego uchwycić. ,.Żadna wiedza – czytamy u Schelera – o istocie miłości lub sądu nie przyniesie nam poznania o tym, jak osoba A lub B kocha lub sądzi,”1 Poszukiwanie niepowtarzalności jednostki doprowadziło Schelera do zakreślania granic poznaniu, a przynajmniej poznaniu dyskur- sywnemu możliwemu do zakomunikowania i podlegającemu weryfikacji. Wydaje się, że już w samym programie badawczym, zmierzającym do uchwycenia osobowości jako czegoś niepowtarzalnie indywidualnego, zawarta była przesłanka tezy o niewystarczalności wiedzy dyskursywnej. Niepowtarzalność jednostki mogła być jednak w mniemaniu Schelera uchwycona dzięki uczuciu, wiedzy emocjonalnej. „Ten kształt struktury – pisał Scheler – chwytają nie tylko rozum, myślenie, oglądanie, ale również funkcje emocjonalne, to, co w języku ludu nazywa się sercem.” 2 Trzeba jednak pamiętać, że poznanie emocjonalne posiada tę wadę, że jego weryfikacja jest właściwie niemożliwa, toteż wiedza oparta na emocji może łatwo prowadzić do znacznej dowolności w wypowiedziach na temat osobowości tej czy innej jednostki. Tu właśnie tkwi istotna słabość koncepcji Schelera.

czytaj więcej

Bakcyle w brzuszku

Pierwszą i najpoważniejszą próbą, jaką musi przejść noworodek jest umiejętność życia z mnóstwem mikrobów zamieszkujących otaczający nas świat. Jak powiedziałem w rozdziale 8, proteiny immunoglobuliny zwalczające choroby są wciągane przez łożysko do krwiobiegu dziecka, kiedy jest ono jeszcze w łonie matki. Odpornościowe doświadczenie matki chroni dziecko jeszcze po porodzie, kiedy białka odpomoś- ciowe z mleka matki przedostają się do jelit i żołądka dziecka. Są nawet pewne dowody, że limfocyty matki, czyli komórki wytwarzające białka odpornościowe i przenoszące jej pamięć immunologiczną, mogą przejść do krwi dziecka przez jego młody przewód pokarmowy. Po około sześciu miesiącach układ odpornościowy dziecka jest już na tyle dojrzały, że sam może je chronić.

czytaj więcej

Pamiątki

Co nam pozostaje po okresie spędzonym w łonie matki? Niektórzy ludzie są zdania, że mamy jakieś wspomnienia z tego pobytu i poddają się hipnozie lub innym terapiom, chcąc je wydobyć na wierzch. Ale to nie ma sensu. Te struktury mózgu, dzięki którym pamiętamy, wykształcają się dopiero koło drugiego lub trzeciego roku życia. Wspomnień z okresu spędzonego w brzuchu matki po prostu nie ma. Czy zatem nic nam nie zostało z prenatalnego pobytu poza dołkiem i blizną w miejscu, w którym kiedyś była przywiązana pępowina? Czy podarliśmy wszystkie zdjęcia z tej podróży, wyrzuciliśmy do śmieci wszystkie mentalne taśmy wideo?

czytaj więcej